The Dillinger Escape Plan – Dead As History (wideo)
Absolutne arcydzieło.
Absolutne arcydzieło.
Dziś trochę inna stylistyka, za to obraz do utworu to prawdopodobnie najlepszy klip na YouTube.
Ostatnio na blogu się nic nie działo – wszystko przez permanentny brak czasu. W międzyczasie znalazłem absolutna perełkę, rzuććie okiem: szalony Jezus wymiata
Niech wideo wyjaśni wszystko:
Chylę czoła całemu zespołowi za wytrwałość. Dotychczas Myopia wydawała swoje płyty jako self-release’y (oprócz wznowienia Enter Insect Masterplan wydanego przez rodzime Selfmadegod Records). Chylę czoła za to, że muzycy, rozrzuceni po całej Polsce mieli determinację i nagrali taki materiał, będący concept albumem. Przez duże “T” i “M”.
Po krótkim intrze, które trwa sobie niecałe 40 sekund następuje utwór Mechanoth. Utwór będący kwintesencją tego, co robi Myopia. Technicznie na poziomie Meshuggah i ich ostatniego albumu, wokalnie gdzieś w okolicy Metalliki (to komplement!), całościowo niedaleko Voivod. Piszę niedaleko, gdyż na dobrą sprawę materiał jest podobny do tego co robi kanadyjska formacja, aczkolwiek można znaleźć klika smaczków, które odróżniają rodzimą kapelę od Voivoda właśnie. W połowie urywane frazy, absolutny brak szacunku do rytmu, dziwnie akcentowane nuty, jakieś kosmiczne akcentowanie taktów.
Jesteśmy przy RCS01, po milusim wstępie następuje kaskada połamanych rytmów. Jest też ukłon w stronę Converge, a mianowicie partia na przesterowanej gitarze w wykonaniu nowego nabytku zespołu: Roberta Słonki. Ciekawe, ile chłopak z nimi wytrzyma
. Czytaj dalej
Bardzo dobre połączenie stoner rocka z pod znaku Queens Of The Stone Age z garażowym brzmieniem kapel Shellac czy też Rapeman. Zespół pochodzi z Brazylii, a ja polecam się zapoznać z longplay’ami: Anticontrole i Playback.
Sam klip został zrealizowany w technice stop motion. Efekt co najmniej interesujący.
Zaczyna się partią Hammonda, by później zmieść z powierzchni ziemi sabbathowym riffem. Mowa o Fellow De Se, który przeistacza się w rytmiczny stoner metalowy walec z elementami post metalu. Jakby Black Label Society zaczęło grać w stylu rodzimego Tides From Nebula. Ale o tym za chwilę.
Warszawska formacja So I Scream debiutowała wydanym w 2007 roku długograjem The End Of Tolerance, na którym można było usłyszeć metalcore’a z elementami sludge’u. Metalcore’a słyszałem tam dużo, sludge’u średnio, a innych gatunków muzyki – czym się chełpiła kapela – wcale. Z tym większym zadowoleniem przywitałem nowe SIS, a zaraz po odsłuchaniu utworu Fellow De Se, banan zagościł na mojej skandinąd niesympatycznej mordce. Gdzieś tam mamy hardcore, post metal, jest też klasyczna trashmetalowa solówka i nic ze sobą się nie kłóci. Ci, którzy myślą, że recenzuję płytę polskiego Dillingera muszę zawieść – SIS nie gra tak szybko i nie łączy gatunków muzyki na płaszczyźnie technicznej. Rzekłbym że poszczególne gatunki (czytaj: składniki) użyte do skomponowania poszczególnego utworu przenikają się z większą lub mniejszą intensywnością tworząc zgrabny kalejdoskop międzygatunkowy. Czytaj dalej
W dziale darmowe do pobrania ukazał się remiks utworu Black Bubblegum grupy Dillinger Escape Plan, w wykonaniu elektronicznego kolektywu ze Szwecji, zwanego Triobelisk. Utwór dostepny jest za free: smacznego!

Dziś będzie trochę z innej beczki
Ostatnio przeglądając serwisy poświęcone muzyce trafiałem na różne opisy dotyczące gatunków muzyki. Przede wszystkim chodzi mi tu o math metal oraz mathcore, które – moim zdaniem – błędnie są interpretowane, oraz używane są zamiennie do określenia różnych gatunków muzyki – zupełnie ze sobą niezwiązanych.
O co mi chodzi:
Jak zapewne wiecie (czytaj: posiadacie elementarną wiedzę na temat): math metal wyewoluował z progresywnego metalu wraz z debiutem zespołu Tool. Mathcore natomiast pojawił się przy debiucie kapeli The Dillinger Escape Plan, ale użyty został wcześniej do stylu jaki reprezentuje grupa Botch.
Ponieważ w serwisach internetowych krążą różne opisy poszczególnych tagów – zanim napiszę pełnoprawny wywód – zapraszam Was do burzy mózgów: może wspólnie uda nam się ustalić co to jest mathcore, a czym jest math metal?
Trzy tygodnie. Tyle czasu przymierzałem się do zrecenzowania tego materiału. Trzy tygodnie bluzgałem, bo najzwyczajniej w świecie nie mogłem znieść czegoś, co już nastąpiło, a kształtem przypomina genetyczną krzyżówkę Tool’a z Meshuggah z elementami King Crimson i Neurosis. To było pierwsze wrażenie, później było albo lepiej, albo gorzej… Tak czy inaczej zabrałem się do pilnego przesłuchania materiału w niedzielną noc.
Album otwiera utwór Fo z bardzo fajną melorecytacją Piotrka, która przechodzi sobie w krzyki, wrzaski, melodyjne partie a’la Maynard James Keenan, generalnie bardzo ładnie koresponduje z muzyczną apokalipsą, która niestety nie ma siły huraganu Katrina. No bo widzice, całość brzmi, ale nie tak jak powinna – albo Polacy hen dawno nie słuchali rodzimego metalu i nie wiedzą co się dzieje – a dzieje się dużo. O brzmieniu całej płyty jeszcze się wypowiem.
Kana. Kana jest strzałem między oczy. Potężnym. Z potężnym riffem, rzekłbym, że ten utwór ma w sobie mięcho, odpowiednio zeschizofrenizowane frazy wokalne (vide wykrzykiwane “cybernation” w refrenie), a potem robi się ciekawiej, znaczy się przyspieszamy, by później wyhamować z takim przeciążeniem, żeby zbierać szczenę z podłogi. A gdy się wsłuchamy jeszcze w solówki i w to, co wyprawia Łukasz Kumański na perkusji – najpierw stwierdzimy, że jest naprawdę świetnie, że w końcu Polak potrafi – potem się rozczarujemy, bo na dobrą metę Proghma-C to produkt Toolopodobny i takie wrażenie będzie nam towarzyszyć do połowy albumu. Czytaj dalej